Melodia pianina roznosiła się echem po pustej sali. Młody chłopak zwinnymi ruchami przemieszczał palce na odpowiednie klawisze. Nuty tworzyły się w jego głowie i pasowały do siebie tworząc smutny, przygnębiający nastrój.
W progu stanęła wysoka dziewczyna ubrana w długą, czarną suknię. Jej granatowe włosy zostały zebrane i upięte w kok, z którego wysunęło się kilka pasm. Słyszała jak melodia stawała się coraz mniej smutna i dało się w niej wychwycić nadzieję. Odchrząknęła. Melodia się urwała i chłopak opuścił ręce.
- Jak długo tutaj siedzisz? – spytała dziewczyna. Nie miała odwagi teraz podejść do niego. Musiała się upewnić.
- Wystarczająco, by ułożyć muzykę na najbliższy bal – mrukną. Dziewczyna zawahała się, jednak przekroczyła próg sali. Skierowała się powoli do ogromnego okna.
- Nie martw się – powiedziała nagle, odwracając się. Z jej oczu pociekła pojedyncza łza. – Ona wróci.
- Nie wróci – odparł chłodno chłopak. Spojrzał na klawisze fortepianu. Czarno-białe.
- Znajdziemy Larissę – poprawiła. – Tylko musisz w to uwierzyć.
Chłopak spojrzał na nią bez przekonania.
- Idź na przód, Amando – uciął i wstał. Dziewczyna zgrzytnęła zębami. Nie mogła jeszcze używać mocy, co ją niezmiernie irytowało, bo wtedy kiedy musiała coś zrobić była jej potrzebna. Odepchnęła się od parapetu i pobiegła za nim.
- Mark! – krzyknęła. – Mark! Ma…
Zamarła w pół kroku. Dostrzegła przez szparę w drzwiach jak ciemnowłosa kobieta stoi przed ogromnym lustrem, w którym nie było widać odbicia. To było lustro, które potrafiło pokazać przyszłość. Amanda niemal zachłysnęła się powietrzem, widząc w lustrze swojego brata. Stał pośród gwiazd, a w jego oczach błyszczało coś demonicznego. Pokręciła głową i tym razem zobaczyła swoją siostrę. Płakała, owinięta ciemnym kocem jak w kokon. Jakaś dziewczyna do niej podeszła i wręczyła jej biały kubek z napisem „Magia jest w każdym z nas”, z którego unosiła się para. Larissa w lustrze spojrzała na kubek i uśmiechnęła się. Przyjęła napój z ochotą i zaczęła go powoli sączyć. Nieznajoma dziewczyna usiadła obok niej i zaczęła jej coś opowiadać. Kiedy jej włosy odkryły twarz, kobieta stojąca przed lustrem zbiła go. Po zamku rozniósł się czyś krzyk. Amanda podskoczyła i czym prędzej odeszła od komnaty, w którym jej matka zbiła lustro pokazujące przyszłość, pokazujące demoniczne oblicze Marka i żyjącą Liarissę.
Rokkette: Jakoś tak miałam chęć i zabrałam się za pisanie od nowa "Mrocznego sekretu rodziny Robinson". I chyba zmienię nazwę opowiadania, choć nie wiem jeszcze na jaką. Prolog jest zupełnie inny od swojej pierwotnej wersji, pierwszy rozdział też nieco się różni, ale kolejne będą zmierzać ku temu samemu.
W taki razie: miłych i bezpiecznych ferii no i do zobaczenia niebawem już w pierwszym rozdziale.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz