Złodziej książek
Alarm w telefonie obudził ją dopiero za siódmym razem, ale i tak ledwo mogła odpędzić sen z powiek. W dodatku miała o wiele mniej czasu niż zwykle na przyszykowanie się i dojście do szkoły. Nie liczyła na cuda, by zdążyć na pierwszą lekcję, którą była matematyka, ale nie miałaby nic przeciwko szczęśliwemu zrządzeniu losu.
Po pięciu minutach bezczynnego siedzenia na łóżku i przyglądaniu się niebu za oknem, podniosła się i skierowała do łazienki. Wyszykowana w nadzwyczajnym dla siebie tempie, zbiegła na dół do kuchni. Mara nie wróciła jeszcze ze swojego domku, a więc nie miała pomocy w ogarnięciu bałaganu, który zapanował już niemal w całej posiadłości.
Cornelia skrzywiła się w progu kuchni dostrzegając wylewające się ze zlewu brudne naczynia, pełny kosz i całej reszcie wyglądającej najniekorzystniej jak się dało. Zdziwiła się, kiedy udało jej się znaleźć ostatni czysty kubek i kilka sztućców oraz dwa talerze. Nie było tak źle jak myślała, a myślała, że jest gorzej.
- Mara mnie zabije jak to zobaczy – mruknęła, układając w zlewie naczynia tak, by zmniejszyć ich objętość. Wyciągnęła z lodówki masło i dżem, nastawiła wodę na herbatę i zabrała się do robienia kanapek. Zerknęła na wiszący brązowy zegar. Miała jeszcze dwadzieścia siedem minut do pierwszego dzwonka.
Dopijając herbatę, ruszyła na górę po torbę. Odstawiła kubek na biurko i sięgnęła do szafki po kilka zeszytów, telefon oraz gumki do włosów. Już miała wychodzić, kiedy jej wzrok padł na granatową książkę. Przełknęła gulę stojącą jej w gardle i niepewnym krokiem ruszyła w stronę komody.
Przez ostatnie kilka dni robiła nic innego jak tłumaczenie książki. Z marnym skutkiem. Jedyne, co mogła o niej powiedzieć, to znajomość tytułu, który i tak za wiele nie mówił. Ach, no i jeszcze srebrne zawijasy, które znajdowały się na rękach Cornelii. Właściwie one nieco zbladły, nie były już tak widoczne, ale nie zniknęły całkowicie. Miała wrażenie, że zostaną jej na wieki i od wczorajszego dnia ich kolor nie zbladł nawet o pół odcienia.
Po chwili wahania chwyciła książkę i spakowała ją do torby. Skoro nie miała szczęścia przez ostatnie dni, to może dzisiaj ją coś zaskoczy?
Thalia wróciła półtorej tygodnia później, co potraktowała z zupełnym niewzruszeniem. Od tego wyjazdu miała kiepski humor, ciągle narzekała i złośliwie komentowała każdego. Była inna. Miała ochotę zrobić sobie dzisiaj wagary, ale obiecała rodzicom, że doprowadzi to wszystko do końca. A Thalia nigdy nie łamała obietnicy. Oni nie łamali obietnic.
Blondynka szła właśnie przez korytarz do swojej szafki, by wziąć książki na kolejną lekcję, kiedy zza rogu wyłoniła się Cornelia. Nie było jej na matematyce, a Thalia zdawała się na ten czas wyrzucić ją z głowy, jednak kiedy pomachała do niej i uśmiechnęła szeroko, do głowy dziewczyny napłynęły myśli sprzed półtorej tygodnia.
Choć miała ochotę roznieść w pył cały świat, jej usta wygięły się w ciepłym acz sztucznym, czego nie dało się zauważyć bowiem Thalia już do perfekcji opanowała grę aktorską, uśmiechu. Cornelia podbiegła do niej i odezwała się dopiero po chwili, łapiąc oddech.
- Cześć, dawno się widziałyśmy.
- Przepraszam, że się nie odezwałam – odparła ze skruchą Thalia. Oczywiście, jak zwykle grała. W duchu już krzyczała jak bardzo ma dość niańczenia Robinson i przeklinała każdego, kto poparł pomysł rodziców. To było oczywiste, że jedna z ich latorośli będzie musiała się wykazać. Cała rodzina kreowała swój wizerunek nie od kilku dni, ale od wieków i tysiącleci. – Mama dowiedziała się o pale z fizyki i zabrała cały sprzęt do komunikacji ze światem. Nie mogłam nawet do ciebie zadzwonić z domowego, wyobrażasz to sobie?
- Och, biedna Thalia – Cornelia zachichotała słodko. – Jak ty przeżyłaś?
- Jestem niezniszczalna, przecież wiesz – Thalia uśmiechnęła się i oparła o szafkę. Może i chwilami zapominała o tym wszystkim, może i rzeczywiście niekiedy czuła się dość dobrze w towarzystwie Cornelii, ale i tak uważała, że jest godna innego zadania niż to.
Kątem oka wychwyciła pobłyskującą rzecz w torbie Cornelii. Dopiero po dłuższej obserwacji dostrzegła srebrny tytuł mieniący się w promieniach słońca. Zmieniła nagle pozycję, wyprostowała się jak struna. Serce zabiło jej szybciej, a po plecach przeszedł dziwny dreszcz. Ekscytacja. Czy w końcu pokaże, że nie jest tylko jedną z rodu Lincoln, dziewczynką na posyłki?
Z letargu wyciągną ją trzask zamykanych drzwiczek, a później suwak torby zakrył książkę. Cornelia uśmiechnęła się do Thalii, która przez kilka sekund przyglądała jej się oszołomiona. Dziewczyna zignorowała to, choć w oczach przeszedł dziwny cień.
- Idziemy? – spytała Robinson, a zdezorientowana całą sytuacją Thalia kiwnęła tylko głową.
Nie mogła uwierzyć, że los nagle się do niej uśmiechną. Serce dalej tłukło jej się w piersi, chcąc wyfrunąć, a ona sama miała ochotę skakać. To było lepsze od prezentów na urodziny, bo było szansą na wybicie.
Chuda, niewysoka dziewczyna weszła do kawiarenki, gdzie blisko dwa tygodnie temu spotkała się z Łącznikiem. Dziś jednak plany trochę się zmieniły i miała o wiele większe problemy niż jego śmierć. Ktoś na nich czatował, a to mogło oznaczać, że ktoś spoza kręgu wie o ich obecności w tym miejscu.
Dostrzegłszy swojego przyjaciela, uśmiechnęła się szeroko i kiedy tylko ją zobaczył, pomachała mu wesoło. Przemknęła między stolikami i usiadła naprzeciw niego.
- Myślałem, że nie lubisz ich pokazywać – mrukną na wstępie chłopak. Dopiero po chwili doszło do niej, że chodzi o jej włosy. Machnęła niedbale ręką.
- To już chyba bez znaczenia – wzruszyła ramionami. – Wiele ludzi farbuje włosy, a więc nie wyróżniam się zbytnio z tłumu. Nie widzę już sensu w tym ciągłym ukrywaniu. Lubię je – na potwierdzenie swoich słów przeczesała palcami swoje lawendowe, proste włosy. – Lepiej powiedz, co zmusiło cię do opuszczenia twojej twierdzy.
- Bardzo zabawne, Katy – przewrócił oczami, kiedy dziewczyna się zaśmiała. – Raczej powinnaś zapytać: kto?
Dziewczyna przez chwilę się zastanawiała.
- Nic nie przychodzi mi do głowy.
- Pomyśl, Katy. To nie boli.
Dziewczyna fuknęła pod nosem. Była niecierpliwa, pełna energii i potrafiła roznieść wszystko w pył, kiedy kazano jej poczekać i trzymano w niepewności. W dodatku miała lekką obsesję na punkcie nie tylko swoich włosów ale i inteligencji.
Z kolei Oliver był osobą opanowaną, jednak nie nudną – po prostu nie poddawał się emocjom jak zdarzało się to Katy. W przeciwieństwie do dziewczyny zmieniał fryzury bezustannie, nie biegał po całym mieście i… Właściwie byli poniekąd swoimi przeciwieństwami, jednak bardzo zgranymi. Kiedy Katy mówiła „A”, Oliver mówił „B”, a oboje wybierali „C”. To była ich niepisana zasada – znaleźć kompromis, unikać sprzeczek i kłopotów. Od dziecka żyli w świecie pełnym niebezpieczeństw, a misja, którą zaświadczyli wypełnić tylko to wszystko podsycała. Musieli uważać, bardzo uważać.
- Chodzi o Robinson? – zapytała Katy po dłuższej chwili ciszy. Oliver kiwną głową, a ich rozmowę przerwała kelnerka. Dziewczyna zamówiła sernik i zieloną herbatę, zaś chłopak zadowolił się kawą. Katy zbeształa go wzrokiem, kiedy kelnerka odeszła.
- No co?
- Nic – burknęła. – Po prostu za bardzo się przemęczasz, a ja nie mam zamiaru odwalać całej roboty.
Oliver westchnął. Katy miała na tym punkcie obsesję – dbała o niego bardziej niż ktokolwiek inny, ale nie nazwałby Katy siostrą. Nie umiał przyswoić tej myśli. Trwali po prostu w zażyłej relacji, jednak nie miała ona nic wspólnego ani z przyjaźnią, ani z miłością, ani stosunkami brat-siostra. To było bardziej niż skomplikowane.
- Katy…
- Tak, tak – dziewczyna przewróciła oczami. Nawet nie musiała na niego patrzeć, bardzo dobrze znała tą minę. Przez ostatnie kłótnie bardzo dobrze utkwiła w jej pamięci. – Ale zamów chociaż jakąś głupią kanapkę czy babeczkę, dobrze? Kto mnie obroni przed tymi wszystkimi smokami, jak nie mój rycerz w lśniącej zbroi? – uśmiechnęła się, na co Oliver odetchną z ulgą. Odwzajemnił gest. – I odpowiedz wreszcie na moje pytanie, bo nie ręczę za siebie!
- I wróciła stara wiedźma… - mrukną pod nosem chłopak, przewracając oczami.
- Coś ty powiedział? – syknęła, nachylając się do niego. Chłopak błysną zębami i przybliżył się bardziej.
- Powiedziałem…
- Smacznego – znikąd pojawiła się kelnerka i postawiła przed nimi ich zamówienia. Odeszła tak samo szybko jak się pojawiła.
- Poddaję się – mruknęła Katy, przełykając sernik. – Powiedz, dlaczego tutaj się spotkaliśmy.
- Thalia wróciła.
- I co w związku z tym? Przecież to było oczywiste.
- Ktoś kilka dni temu wykradł kolejną książkę z archiwum.
Katy uniosła do góry brwi i odstawiła sernik.
- Mów.
Sprawa ze złodziejem książek była bardzo zawiła i ciągnęła się od dłuższego czasu. Wszyscy co prawda zdążyli zauważyć, że giną nieprzypadkowe książki i mimo wszelkich środków nadal to się dzieje. Najgorsze było jednak to, że już nigdy więcej nie można było zobaczyć tej książki i to akurat wtedy, kiedy była najistotniejsza.
- To była książka o Naznaczonych, a jeden z naszych Zwiadowców widział identyczną na wystawie pobliskiej biblioteki.
Katy zaskoczona otworzyła oczy szerzej.
- Na co my tu jeszcze czekamy?
Oliver pokręcił głową. Wydawał się mało rozentuzjazmowany.
- Książka zniknęła, Katy. Ktoś nas ubiegł.
Nie mogła uwierzyć, że jedna z zaginionych książek spoczywała właśnie w torbie jej przyjaciółki. Od wieków ścigali się z Rebeliantami o najdrobniejsze dzieło biblioteki Magów. A teraz jeden z dobytków był tuż obok, na wyciągnięcie ręki.
Nie chciała kraść. Brzydziła się tym, ale nie widziała wyjścia. Musiała zdobyć książkę, nim ten dzień dobiegnie końca. Nie wróci do domu bez niej, coś wewnątrz nie pozwalało zostawić tego od tak. Mogła zatuszować sprawę, rodzina na bank nie miała pojęcia o książce w rękach Cornelii, ale chęć utarcia co poniektórym nosa była zbyt silna, Dlatego, kiedy rozbrzmiał dzwonek na przerwę, zerknęła w stronę Cornelii. Przeklinała w myślach za każdym razem, kiedy orientowała się jak bardzo pilnuje tej torby. Thalia domyślała się, że Robinson musi być chociażby w najmniejszym stopniu czegoś świadoma. A to nie wróżyło niczego dobrego. Postanowiła, że skoro Cornelia zaczęła zagłębiać się w ten temat, postara się jej to utrudnić.
- Panno Lincoln, mam wysłać specjalne zaproszenie? – burknęła nauczycielka, chcąca zamknąć klasę. Thalia przewróciła oczami i wybiegła jak najszybciej. Udało jej się dogonić Cornelię, która wymieniała książki. Zostały jeszcze trzy lekcje, a w tym przerwa na lunch.
- Chodźmy gdzieś dzisiaj – powiedziała Thalia przyglądając się Cornelii z niemą prośbą w oczach. Była przekonana, że nie uda jej się zabrać tej książki w szkole, a zawsze mogły udać się w miejsce, gdzie miałaby większe pole do manewru.
- No… - Robinson zawahała się i przygryzła wargę. Serce Thalii dudniło w piersi, błagała w duchu by się zgodziła. – W porządku. Tam gdzie zawsze?
Blondynka uśmiechnęła się.
- Tam gdzie zawsze.
Teraz musiała wymyślić plan, jak zdobyć książkę bez żadnych podejrzeń.
- Świetnie – Cornelia także się uśmiechnęła. – Pójdę do łazienki, czekaj na mnie pod salą od francuskiego – i czmychnęła, zostawiając zadowoloną Thalię.
Przemknęła szybko do wolnej kabiny i usiadła na klapie od sedesu. Z torby wyciągnęła granatową książkę. Odetchnęła z ulgą, kiedy ją ujrzała. Miała nieprzyjemne wrażenie, że ktoś ją obserwuje i dziś zdarzy się coś złego.
Przejechała palcem po srebrnym napisie. Marked. Naznaczeni. Nie umiała rozgryźć tego wszystkiego. Układała puzzle, w których brakowało wiele fragmentów, by ułożyć cały obrazek. A najbardziej się bała, co z tego wyjdzie. Igrała teraz już nie tylko z dziwnymi snami i zbiegami okoliczności, teraz to było coś wielkiego. Nadal miała mętlik w głowie, zwłaszcza po zobaczeniu tego dziwnego świata… Nie widziała jak to nazwać, nie wiedziała czy to w ogóle się dzieje naprawdę.
Wraz z dzwonkiem na lekcję wybiegła z łazienki. Dostrzegła z oddali czekającą na nią Thalię. „Przynajmniej ona nie sprawia mi problemów i nie ma przede mną jakichś dziwacznych tajemnic”.
Jak bardzo się myliła.
Na nic się zdała kradzież kluczy, bo Cornelia i tak pilnowała torby. Nosiła ja w każde możliwe miejsce i nie spuszczała z niej wzroku. Thalia nie miała szans wykraść książki w szkole. Została tylko kawiarenka.
Cieszyła się jak dziecko, kiedy rozbrzmiał dzwonek kończący ich edukację na ten dzień. Jak strzała wypadła z klasy ciągnąc za sobą Cornelię. Odstawiły zbędne książki do szafek i wyszły ze szkoły.
- Coś ty dzisiaj taka szczęśliwa, co? – zagadała Cornelia. Thalia zaśmiała się i objęła ją ramieniem.
- Spędzam czas ze swoją przyjaciółką, to chyba dobry powód – rzekła w odpowiedzi.
Po kilku minutach przywitał ich dzwoneczek i zajęły swoje stałe miejsce. Zamówiły po kawałku ciasta i herbatę, po czym pogrążyły się w rozmowie. Cornelia opowiadała jej, co takiego zdarzyło się podczas jej nieobecności (nie wspomniała jednak o tych wszystkich wydarzeniach) i wypytywała Thalię o wyjazd. Ta z kolei kłamała jak z nut, ale Robinson łaknęła każde jej słówko.
W pewnym momencie Cornelia przestała się uśmiechać. Nim jednak Thalia spostrzegła, że coś jest nie tak, uśmiechnęła się ponownie. Przypomniała sobie, jak podczas spotkania z Arystią i Alice natknęła się na dziewczynę o fioletowych włosach. Szła właśnie w kierunku łazienek i Cornelia z nieznanych przyczyn zapragnęła jej się przyjrzeć. I już nie chodziło tutaj o tego węża na jej szyi podczas ostatniego spotkania.
- Muszę na chwilę do łazienki – mruknęła w stronę Thalii. Ta kiwnęła głową i już po chwili Cornelia szła w tamtą stronę. Widziała jak dziewczyna rozgląda się, więc ukryła się za rogiem i po chwili ruszyła dalej. Weszła za nieznajomą do łazienki. Nie było w niej dziewczyny, więc Cornelia zaczęła sprawdzać kabiny. Ku jej zdumieniu każda z nich była pusta.
- Co do cholery? – mruczała pod nosem. Nieznajoma nie mogła zniknąć od tak. Ludzie nie znikają od tak.
Zastanawiała się jeszcze przez moment. Przecież gdyby się minęły, zauważyłaby ją. Cornelia pokręciła głową. To było naprawdę dziwne i chyba powoli ją przerastało. Podeszła do umywalek i włożyła ręce pod zimny strumień. Wysuszyła je ciepłym powietrzem i ruszyła w kierunku stolika, gdzie siedziała Thalia. Posiedziały jeszcze niecałe pół godziny, do póki nie zadzwonił telefon Lincoln. Później każda z nich ruszyła w swoją stronę.
Cornelia dopiero gdy ściągnęła buty, uświadomiła sobie o bałaganie w kuchni. Pobiegła na górę i przebrała się w inne, zniszczone ubrania, po czym wróciła by doprowadzić wszystko do najczystszej postaci. A zajęło jej to dość sporo czasu jak i energii, więc jedyne co jej się udało, to dojście po schodach na górę i rzucenie się na łóżko. Już prawie usypiała, kiedy silny podmuch wiatru otworzył okno. Cornelia pisnęła i spadła z łóżka. Przeklinając pod nosem ruszyła w stronę okna, ale zatrzymała się w pół kroku. Nie przypominała sobie, by było otwarte.
Już znacznie szybciej ruszyła w tamtą stronę. Gdy zamykała okno, dostrzegła na trawniku napis ułożony z liści. Marked.
Serce dudniło jej w piersi, a nieprzyjemny dreszcz przeszedł po jej plecach. Łapała spazmatycznie powietrze, nie mogąc uwierzyć. Nikt nie mógł wiedzieć o tej książce, nikt nie mógł jej zobaczyć. „Ale ktoś wie.”
Zbiegła na dół i sprawdziła wszystkie zamki i okna. Były zamknięta, a alarm włączony. Była bezpieczna, niczym w twierdzy. Wtedy przypomniała sobie o czymś istotnym.
Wróciła do swojego pokoju i otworzyła torbę, wysypując jej zawartość na łóżko. Miała ochotę krzyczeć, płakać i śmiać się jednocześnie. Nie wiedziała już co jest gorsze: ten napis, czy fakt, że książka zniknęła?
Rokkette: Cóż... Rozdział pisany dzisiaj, nie sprawdzony i właściwie nie mam pojęcia czy są jakieś błędy. Przez te cztery tygodnie nie miałam bladego pomysłu na wydarzenie, które ruszyłoby całą akcję. Nie mam pojęcia co więcej dodać, może to, że zobaczymy się w wakacje. Do zobaczenia!
To kolejny blog, który narzuca mi pytanie: dlaczego najlepiej napisane historie mają tak mało obserwatorów, a te blogaski, których autorzy nie potrafią nawet szablonu porządnego zrobić, wręcz roją się od psychofanów... Ale nie narzekam. Wiedz, że możesz liczyć na mnie, ponieważ ja będę wracać do twojej historii ilekroć ukaże się nowy rozdział :)
OdpowiedzUsuńZapraszam też do siebie:
http://magiczniidioci.blogspot.com/
http://dzienniknihalkruger.blogspot.com/
http://jestem-mentalnym-moherem.blogspot.com/
Bardzo dziękuję, to wiele dla mnie znaczy choć opowiadanie istnieje między innymi do ciągłego uczenia i poprawiania się w pisaniu. Właściwie je polubiłam i zamierzam kontynuować pomimo długich przerw w publikacji rozdziałów. Z przyjemnością zajrzę na Twoje blogi ilekroć znajdę czas.
UsuńCóż, odpowiadam dopiero prawie miesiąc później, ale nawet nie przyszło mi do głowy sprawdzić, czy ktoś interesuje się tym blogiem. Jeszcze raz bardzo dziękuję. :)